2021-05-12

BOOM NA FOTOWOLTAIKĘ TO POCZĄTEK WIELKIEJ ZMIANY

TOGETAIR: Błyskawiczny rozwój fotowoltaiki w Polsce i jej przemiana z niszowej ciekawostki w poważny biznes to jeden z największych sukcesów zielonej transformacji w Polsce, w którym kierowana przez Pana firma, Columbus Energy, ma spory udział, będąc zarazem jego współtwórcą, jak i beneficjentem. Czy oprócz zachęt finansowych widzi Pan jakieś inne przyczyny tego boomu na panele?

 


Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy: Na początku naszej drogi mieliśmy wyzwania, żeby tłumaczyć w prosty sposób, czym jest fotowoltaika i jakie korzyści daje. Dzisiaj duża część społeczeństwa nie tylko to wie, ale aktywnie szuka wiedzy na temat transformacji energetycznej, zielonej energii czy nowych technologii w tej branży. Mamy to szczęście, że jesteśmy blisko nowych technologii, tj. technologii ogniw perowskitowych (jesteśmy inwestorem w Saule) i wdrażamy nowoczesne narzędzia IT do zarządzania własną energią elektryczną, które są dostępne dla każdego. Dlatego boom na fotowoltaikę to dopiero początek wielkiej zmiany, której jesteśmy światkiem nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. 


Prąd jak powietrze – to brzmi bardzo zachęcająco. Proszę opowiedzieć więcej o tej usłudze, z którą wiążecie spore nadzieje.                                                        
Wszystko zaczęło się od elektromobilności i pomysłu, żeby ktoś, kto ma instalację fotowoltaiczną, mógł ładować własną energią samochód elektryczny w innym miejscu niż tylko w domu. Projekt rozwinął się z czasem o różne formy zarządzania energią. Przykładowo, nasz samochód może przecież pełnić funkcję magazynu energii i wieczorem oddawać ją do domu. Opcji jest mnóstwo i liczymy na to, że „Prąd jak Powietrze” będzie prekursorem usług zarządzania rozproszoną siecią energetyczną, których w Polsce brakuje. Mam nadzieję, że Columbus będzie mógł zarabiać na takich usługach systemowych, bilansujących energię między uczestnikami rynku.              

                                                                      
Columbus zainwestował 10 milionów euro w spółkę Saule Technologies, producenta ogniw fotowoltaicznych z perowskitu. Co jest takiego fascynującego w tym minerale o trudnej do wymówienia nazwie?
Uważamy, że to jest technologia, która może zmienić świat. Jeśli będzie się rozwijać tak szybko, jak deklaruje Saule, to trafiliśmy na perowskitowego Graala, który w dłuższej perspektywie na pewno przyniesie wartość całej Grupie. Możliwe, że nie będzie trzeba długo czekać na zwrot z tej inwestycji; widzimy to po ofercie, jaką Saule przygotowuje na kolejne miesiące. Spółka będzie też zawierać umowy licencyjne z firmami zagranicznymi na integrację perowskitu z tzw. łamaczami światła. Columbus działa na razie na rynku polskim, więc Saule jest dla nas przepustką do wejścia na rynki zagraniczne.

Produkcja paneli fotowoltaicznych przy zastosowaniu krzemu, szkła i aluminium nie jest specjalnie ekologiczna – wymaga wysokich temperatur, a surowce nie poddają się łatwo recyklingowi. Patent Saule polega na nanoszeniu cienkiej warstwy perowskitu (trudną nazwę zawdzięcza rosyjskiemu odkrywcy) przy pomocy drukarki atramentowej na folie aluminiowe czy inne powierzchnie. Po krystalizacji tworzy się sieć ogniw fotowoltaicznych. Trwałość perowskitu może dorównywać krzemowi, a ilość zastosowań jest znacznie większa. Komisja Europejska uruchomiła już wielki projekt na wspieranie technologii perowskitowych, które pozwoliłoby na uniezależnienie się od Chin - dominującego gracza na krzemowym rynku. Saule jest w tej chwili jedyną firmą na świecie, która rozpoczyna komercyjnie produkcje ogniw perowskitowych.                                                                             
Jestem wielkim fanem Olgi Malinkiewicz i jej projektu. Pamiętam ją z konferencji sprzed kilku lat, gdy była jeszcze naukowcem i opowiadała o perowskicie, który znajdzie się wszędzie.  Nikt wtedy nie wierzył, że to ma biznesową przyszłość. To była wtedy ciekawostka. Dziś, dzięki jej determinacji, jesteśmy w punkcie, gdzie Columbus inwestuje w Saule przy wycenie 270 mln zł, a ta wartość dopiero nabiera rozpędu. 


Jak współpraca z Saule przekłada się na ofertę Columbusa?
Podpisaliśmy umowę z Saule na początku września 2020 r. Przez te osiem miesięcy zbudowaliśmy wspólną ofertę, rozmawiamy z bardzo wieloma klientami, podpisujemy listy intencyjne. Mam nadzieję, że za miesiąc-dwa pokażemy całemu światu, w świetle jupiterów, jak na pilotażowej linii produkowane są perowskity. Umożliwi nam to zawieranie oficjalnych umów z międzynarodowymi partnerami. 


A gdzie chciałby Pan być razem z Saule za 2-3 lata?
Chciałbym, żebyśmy mieli wtedy wybudowaną, w pełni zautomatyzowaną fabrykę. Udowodniliśmy już, że technologię opartą na perowskitach można przenieść 1:1 na linię produkcyjną; teraz trzeba tę linię zbudować tak, jak się to robi w najbardziej zaawansowanych technologicznie krajach na świecie. Zobaczymy, czy inwestorem tej fabryki będzie Columbus, czy znajdą się środki publiczne, bądź europejskie albo z IPO. Zaczniemy też wówczas myśleć o tym, aby podobne fabryki powstawały w krajach będących naszymi największymi odbiorcami. 


Najnowsza inwestycja Columbusa to zakup 100% udziałów szczecińskiej spółki Vortex Energy. Jakie wiążecie z nią plany?
Spółka, ze wszystkimi posiadanymi przez nią koncesjami i pozwoleniami, jest nam potrzebna, żebyśmy mogli swobodnie handlować energią z naszych farm fotowoltaicznych. Umożliwia nam też zawiązywanie transakcji między licznikami w systemie energetycznym. Do tego dochodzi element tokenizacji energii, technologii blockchain’owej. Dzięki temu uzyskamy pełną informację o tym, skąd energia wyszła, w jakiej ilości została przekazana do sieci i gdzie została zużyta oraz przesłać taką informację prosumentowi. Będziemy też zachęcać inne spółki energetyczne, by „wpinały się” do tego systemu, który umożliwia obserwowanie w czasie rzeczywistym, jak energia jest zużywana, kiedy następują szczyty popytu itd. 

Dziekujemy za rozmowę