2021-05-19

DĄŻĄC DO ELEKTROMOBILNOŚCI, SKORZYSTAJMY Z ROZWIĄZAŃ PRZEJŚCIOWYCH

Na naszych drogach dominują pojazdy z napędem konwencjonalnym, często wiekowe samochody z silnikami wysokoprężnymi. Zeroemisyjny transport dopiero raczkuje, ceny samochodów elektrycznych są dla większości Polaków zaporowe.

TOGETAIR: Jakie jeszcze wyzwania mamy przed sobą?                                               
Rafał Rudziński, prezes zarządu Robert Bosch Sp. z o.o.: Elektromobilność jest przyszłością, od tego nie ma odwrotu. Możemy jednak, a nawet powinniśmy, dyskutować o tym, jaką drogą dojdziemy do tego celu. Zanim przesiądziemy się na auta elektryczne, musimy dysponować infrastrukturą - przede wszystkim stacjami ładowania, a tych na razie jest zdecydowanie za mało. Chodzi o to, żebyśmy mogli ładować te auta szybko i sprawnie, a zarazem uzyskiwać zasięgi, które będą zaspokajać nasze potrzeby przemieszczania się. W tym momencie na polskich drogach jeździ ok. 10 tys. samochodów w pełni elektrycznych, a w Polsce mamy  24 miliony zarejestrowanych pojazdów. Zestawienie tych dwóch liczb pokazuje, że przed nami naprawdę długa droga do wymiany floty na nisko- i zeroemisyjną. Tylko pełna determinacja i dobry plan mogą nam pomóc osiągnąć oczekiwane rezultaty.        
                                                                                                                                                                                                          
W jakiej perspektywie czasowej możemy liczyć na zbudowanie odpowiedniej infrastruktury?
Trudno wprost odpowiedzieć na to pytanie. Zależy to głównie od inwestycji – im będą większe, tym szybciej. Trzeba pamiętać, że ważna jest też nie tylko sama infrastruktura, ale także to, skąd pochodzi prąd w stacjach ładowania. Technologicznie producenci samochodów i ładowarek są gotowi, ale potrzebne są decyzje polityczne i znaczące środki na inwestycje.      


    

Subsydia dla nabywców aut elektrycznych byłyby zapewne istotnym czynnikiem wzrostu, tak jak stało się z fotowoltaiką? 
Oczywiście, system wsparcia finansowego nabywców pojazdów elektrycznych, który funkcjonuje np. w niektórych państwach UE, stanowi jeden z podstawowych czynników stymulujących rozwój elektromobilności. Na razie takiego systemu w Polsce nas nie ma.   
Zakup i użytkowanie samochodu jest trochę bardziej złożonym procesem niż wytwarzanie energii na dachu własnego domu, ale boom na fotowoltaikę pokazuje, jak szybkie zmiany są możliwe przy dostępności produktu i odpowiednich zachętach, głównie finansowych. Ważny jest pomysł i determinacja w działaniu.
                                   
Co zatem robić w krótkiej perspektywie? 
Zanim dojdziemy do powszechnej elektromobilności – bateryjnej albo wodorowej – mamy okres przejściowy, który z pewnością potrwa kilka czy nawet kilkanaście lat. Kluczowym zadaniem dla rządzących jest opracowanie planu na ten okres z uwzględnieniem wszystkich dostępnych technologii, które pomagają redukować emisje. Pamiętajmy, że – jak już wspominałem - w Polsce są ponad 24 miliony pojazdów z silnikami wewnętrznego spalania.                                                                                                     
Dzisiaj najnowsze samochody spełniające normę Euro 6D są znakomicie bardziej przyjazne środowisku niż pojazd produkowane jeszcze 10 czy nawet 5 lat temu, więc może nie zamykajmy miast dla samochodów w ogóle, bo będziemy mieli bardzo duży sprzeciw społeczny, a przecież chcemy wszystkich mieć po stronie elektromobilności. Zachęćmy konsumenta – szczególnie tego ze szczuplejszym portfelem, by najpierw przesiadł się na samochody nowsze, spełniające wyższe normy i emitujące mniej zanieczyszczeń, a dopiero gdy już będzie odpowiednia infrastruktura i produkcja nowych napędów uzyska efekt skali, na elektryczne.    

Polska jest największym importerem samochodów używanych w Unii Europejskiej. Są to w większości samochody bardzo stare, czyli również znacznie mniej ekologiczne niż auta wyprodukowane w ostatnich latach. Czy możemy coś zrobić, by zmienić ten trend?
Pamiętajmy, że pojazdy z konwencjonalnym silnikiem też mogą być nisko- albo zeroemisyjne, jeśli wykorzystują paliwa odnawialne: np. syntetyczne lub biopaliwa drugiej czy trzeciej generacji. Jako Bosch zachęcamy do wykorzystywania tych rozwiązań równolegle z rozwojem elektromobilności, aby redukować emisje także w pojazdach, które już dziś poruszają się po naszych drogach. 

Jak ocenia Pan świadomość społeczną w obszarze elektromobilności? Na ile jesteśmy już gotowi na zmiany?   
Badania pokazują, że wiedza o sposobie użytkowania pojazdów wyposażonych w nowe napędy wciąż jest relatywnie nieduża. Wcześniej wspomniane 10 tys. samochodów elektrycznych, które mamy w Polsce pokazuje, że nie jest to technologia powszechnie dostępna – dlatego niewielu Polaków miało już szansę przetestować te rozwiązania.     

DZIĘKUJEMY ZA ROZMOWĘ